Mrożona włoszczyzna na rosół

Życie potrafi pozytywnie zaskoczyć…

Nie dalej jak wczoraj dostałam sms o treści: Oleńko, czy mogę Ci przynieść świeżo wykopane warzywa? Oniemiałam po przeczytaniu. Autorką pytania była moja wspaniała Sąsiadka. Natychmiast odpisałam: Oczywiście, poproszę! I tak oto niespodziewanie stałam się posiadaczką pięknych selerów i porów. Ucieszyłam się bardzo, bo cenię niezwykle jakość warzyw z przydomowego ogródka. Są wyjątkowe z wielu powodów. Przede wszystkim rosną sobie naturalnie, z daleka od ulicy. Są wolne od ołowiu i związków azotowych. Zebrane dokładnie w momencie dojrzałości konsumpcyjnej. Trafiły do mnie świeżutkie, zaraz po zerwaniu. Warto mieć na uwadze, że przechowywanie warzyw w chłodniach, zanim trafią na sklepową półkę, powoduje straty obecnych w nich składników odżywczych. Ale najważniejsze jest to, że takie podarowane warzywa mają jeszcze jeden niepodważalny walor – są dane z serca, dlatego nie mają sobie równych. Jeszcze raz bardzo dziękuję Sąsiadko!!!

Zastanowiłam się, co z tymi warzywami począć. Szybko zdecydowałam, że zrobię z nich pakieciki włoszczyzny na rosół. Do małych torebek foliowych włożyłam po ćwiartce selera korzeniowego, kilka liści pora, kilka pięknych liści selerowych, dodałam jeszcze wiązkę swojego lubczyku z ogrodu i nać pietruszki. Torebeczki szczelnie zawiązałam i umieściłam w zamrażalniku. Tym bardziej, że mrożenie jest metodą, która powoduje najmniejsze straty walorów smakowo-zapachowych. Będą doskonałe do każdego wywaru na zupę, czy rosołu. Wygodne do wyjęcia w każdej chwili. Zwłaszcza zimą, gdy aromat świeżej włoszczyzny bardzo pożądany.

I tak oto mam pakieciki mrożonej włoszczyzny na rosół. A wy mrozicie warzywa?

 

2 Responses

Dodaj komentarz